Cały smród z Dworca Centralnego zniknął. To znaczy - nie zniknął zupełnie, wessała go pewna kobieta, która niespodziewanie pojawiła się na Bródnie. Niespodziewanie? No właśnie.
W osiedlowym sklepie płaciłem przy kasie za trzy piwa, trzy banany i chleb. Wyjmowałem portfel, więc bardziej poczułem niż zauważyłem jej wejście. Masakra, zresztą - znacie to z tramwajów i ikarusów. Wypielęgnowany, ekskluzywny, wykwintny smród. Weszła i zaczęła czegoś szukać na półkach, znacząc ścieżki, po których przeszła.
Piorun nie zareagowałby szybciej, niż gruba kasjerka. Jedną ręką nabijała mi piwo na kasę, drugą - sięgnęła pod kasę i wyjęła kiblowy odświeżacz: psssssssssssssssssssss!!!
Więc wcale nie była to niespodzianka.
Koperty czekoladowe
-
Już po walentynkach więc nie możecie tego przepisu wykorzystać na to
święto. Ależ jestem przebiegły! (nie, nie lubię walentynek). Dlaczego więc
piszę w ogó...
1 tydzień temu

1 komentarze:
Mocne. Umarłem.
Prześlij komentarz