sobota, 17 maja 2014

First Class Journey Blues Impression

Znów jedziemy pociągim. Jedziemy, chociaż tym razem jadę sam. Choć nie, bo zaznajomiłem się z pewnym kalifornijskim żydem. Choć zaczęliśmy od pogody to rozowa szybko zeszła na temety kolejowe.

Padający początkowo deszcz z czasem przeistoczył się w siąpienie, następnie gęstą mżawkę przeplataną chwilowymi przejaśniemiami by wrócić do kalsycznej fory deszczu. Trasa znajoma. Pola, wiadukty, tunele, domy, staroużytezne podkłady, pociągi technologiczne PKP Energetyki na sąsiednim torze. 

Co się zmieniło od ostatniej podróży pociągiem? Wiele ważnych rzeczy. Tym razem puszka jest tylko jedna. Tym razem jest to kasztelan niepasteryzowany, a nie ciepłe jasne pełne od handlarza z Poznania. No i tym razem jedziemy (chociaż jadę sam) o poranku, a nie nocą czy o zmroku. To znacząca zmiana - nie wiem czy warto o niej pisać na nocnym, było nie było, blogu. Zmienił się też czas przejazdu - niestety na niekorzyść. Zmieniła się sygnalizacja: na całej trasie żadnego sygnału zastępczego, co może być wynikiem wielu kontroli UTK, ale również pochodzić od innych czynników.

Ale w gruncie rzeczy wiele się nie zmieniło. W pociągu wciąż są obicia ze sklejki drewnopodobnej i siedzenia w niebiesko-pomarańczowe esy-floresy. Nad głowami tak jak kiedyś wiszą instalacje na bagaże. Co ciekawe, pryczepione są do nich takie małe lampki - takie jak były kiedyś (śniły mi się takie kilka lat temu! - dawały takie przyciemnione, starodawne, żółto-blado-papierowe ciepła światło, teraz zaś nie działają, przynajmniej ta moja). W pociągu tym na złość statystykom ciągle panuje tłok, choć za dodatkową opłatą miejsce w pierwszej klasie udało się znaleźć (miejsce w pierwszej klasie!). 

czwartek, 21 marca 2013

niedziela, 3 marca 2013

No i teraz wiosna

A więc tak. Można powiedzieć, że przeczekaliśmy zimę. Obserwowałem ją - jak zazwyczaj. Marna ta zima, bo pomimo nieuszczelnionych okien rzadko kiedy było mi zimno. Marna - bo ani razu nie skuła Wisły w całej szerokości, a to - jak wiadomo - jedyna sensowna, zero-jedynkowa miara jakości zimy. Zima upłynęła dobrze i szybko - na dobrą sprawę nawet jej nie zauważyłem.

No i teraz wiosna. Początkiem marca pierwsze podmuchy wiosennego powietrza wyczuć dało się. Pierwszy raz wyszedłem w dresach wyrzucić śmieci, pierwszy raz nie uwinąłem się szalem wychodząc rano. 

Powiśle i Stare Miasto dużo zawdzięczają Pradze. Stąd są najładniejsze.

Przedwczoraj mogła powstać najzajebistsza notka ever. Nie powstała - bo myśli snuły się zbyt szybko i próbowały rozejść się na boki każda w inną stronę jak niesforne szczeniaki. Ja sparaliżowany siedziałem w bezruchu, aby żadna mi nie uciekła, łapałem je wszystkie za ogony i zapamiętywałem. Była tam radosna filozofia zasadnicza, były mądre interpretacje scen życiowych, był jakiś taki optymizm mocy kurewskiej, było coś dobrego, śmiesznego i silnego zarazem.

Gdy mnie puściło, nie było żadnej z tych myśli. To tak jak z pięknym snem - budzisz się i wiesz, że był dobry, ale nie wiesz na dobrą sprawę o czym. Trochę to w gruncie istoty rzeczy z dupy.

środa, 12 września 2012

Idzie jesień

I spadł deszcz.

Pierwszy deszcz jesieni. Nie intensywny, ale długotrwały, nie ciepły, lecz zimny i kleisty, sinoniebieski. Zmył z drzew rude liście, z ulic brud i połamane widelce do kebabów, z z brzydkich w gruncie rzeczy buź makijaże a z powietrza wszechobecny zapach spermy i swądu spopielonych serc.

Idzie Wiesiek, nie ma na to rady.

https://www.youtube.com/watch?v=PZdRvywyrJk

Jesień. Za oknem ciągle śrut bębni monotonnie o parapet, skojarzenie, przeskok w czasie, konstatacja. Jesieniami zawsze przydarzają mi się najlepsze rzeczy. Wsłuchując się w ten śrut powziąłem nieubłagane przeczucie, że tegoroczne podsumowanie roku będzie najlepsze od lat.

piątek, 7 września 2012

Printscreeny

Poczułem, że muszę się przejść. Wskoczyłem w buty, katanę i wyszedłem.

Jesień, ewidentnie jesień. Przeszedłem tuż obok klatki Klaudii - bywałem tam w 2004 roku i jeszcze później też kilka razy. Przypomniałem sobie silny zapach późnego lata, który nam wtedy towarzyszył. Odprowadzanie o 7 nad ranem. Do dziś ciągle coś tam w powietrzu jest pod tą klatką, coś wisi - nie da się tak po prostu przejść obojętnie i nie uśmiechnąć się do starych dobrych czasów. Nikt od 2004 roku nie wymienił płytek chodnikowych, w asfalcie ciągle trwają te same pęknięcia, psy srają pod tymi samymi drzewami. Tylko tamte dzieci - z tamtego placu zabaw - już podorastały, a na twoim balkonie nie suszą się już staniki, bo się przeprowadziłaś.

Chodźmy dalej.

Jest stacja. Spacerując w poszukiwaniu ławeczki poczułem się malutki. Zapadł zmrok - tak jak kiedyś po 20 - a przez megafon megafonista zachrypiała, że "pociąg wjedzie na tor przy peronie drugim". Poczułem ciepło w brzuchu, a Tata mocniej ścisnął mnie za rękę, żebym nie wpadł pod pociąg. "Prosimy nie zbliżać się do krawędzi peronu." Najpierw gwizd, potem światło, potem trzy światła wyłaniające się zza zakrętu. Cicho i majestatycznie światła się zwiększaly-zbliżały. Peron zadrżał. Wtedy jak drżał to dało się już dostrzec kolor i kształt lokomotywy SP32, wyposażonej m.in. w żółte malowanie przodu.

 
 Podmuch powietrza i drżenie peronu były bardzo silne, ale zawsze jakoś dziwnie podniecały. Dziś na dworcu bardzo dokładnie to pamiętałem, niestety niełatwo dokładnie to zapamiętać i przepisać później na bloga. Bardzo żałuję, że nie ma czegoś takiego, jak zdjęcie myśli, printscreen z odczuć w danej milisekundzie - klasyczny obrazek wg definicji z nagłówka niniejszego bloga. Gdyby takie coś istniało, napisałbym piękną książkę.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Trzeci raz zabieram się za notkę i nie potrafię skończyć. Niech więc zostanie po tym pamiątka. Wróży to koniec Nocnego Pociągu. Byłoby pięknie już nigdy nic nie napisać.

środa, 25 lipca 2012

Kazałem im wypierdalać, a oni ciągle tu są

To wszystko to jest nieprawda. Nieprawda. Nieprawda. Nie ma sensu czytanie tych bajek co tu się piszą czasem. Ściema tania to. Prawdą jest tylko to, że od tego kawałka niezmiennie przechodzą mie po plecach gęste ciary. I jeszcze to, że zaliczyłem przelot, który widać gdzieś w 4 czy 5 minucie. Lecę tam. Ale nie próbuj mnie wypatrzyć. Zamknij oczy i posłuchaj.



Nieprawdą jest, że byłem na Bródnie i objechałem wszystkie te miejsca. Nie byłem ani na górce, ani pod blokiem, ani na torach ani nigdzie. Mówię, że czuję ten zapach powietrza, że świdruje mi w nozdrzach - ale czy nie kłamię? Nieprawda, że gorące lato jest tam ładniejsze, że trawa jest normalniej skoszona, Nieprawdą, jest, że zlikwidowali sklep zoologiczny. Nieprawdą j... zresztą jebać to. Chuj i tyle. Nigdy tam nie byłem, a już na pewno nie wtedy.

A potem znów pociąg, tak jak ostatnio.W przedziale - nie licząc jakiejś kobiety - byłem sam. Pociąg sunął dość szybko jak na pociąg. Za oknem świeże obrazy i rześkie powietrze ulegały zamazaniu. Pociąg opuściłem bezwiednie głowę i zacząłem gapić się na podłogę. Po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że ta podłoga nie powinna być przezroczysta, że nie powinienem przez nią widzieć umykających torów. A ja widziałem. Pomyślałem, że może umieram w tym pociągu.

Był to pociąg relacji znikąd donikąd przez środek niczego. Na stacji Wpizdu od Gdzieklwiek, na której znienacka wysiadłem, nie działały nawet semafory. Zastał mnie gęstniejący mrok i stado wron nad głową przeleciało nagle. -Chuj. - pomyślałem. To już niedaleko.

I nagle zadzwonił telefon od nikogo. I choć to był tylko tzw. przyjaciel to coś jednak pękło. Kazałem mu spierdalać, kazałem spierdalać wszystkim wokół, kazałem spierdalać bardzo. Kazałem też się odpierdolić wszystkim według kolejności alfabetycznej. Furiacko się darłem. Skutkiem moich słów owo spierdalanie nabrało żywych kształtów, przywlekło się w szaty realnego bytu i stało się Spierdalaniem. Było Spierdalanie. Jebać to wszystko, niech wszyscy spierdalają, byle dalej dalej dalej dalej dalej. Byle dalej. Byle swoją drogą, byle po swojemu, byle bez zbędnych słów,  ludzi i elektronicznych gadżetów.

Jebać to. Spierdalaj. Spierdalajcie wszyscy. Czytelnicy też. Po chuj tu włazisz? Wy-pied-da-laj, o!

Jest dobrze teraz.

wtorek, 15 maja 2012


nielegal ano tak.

czwartek, 10 maja 2012

Sygnał zastępczy


Tak więc wsiedliśmy o poranku w pociąg. Odjazd był na sygnał zastępczy. O, takie coś:
Zanim cokolwiek opowiem więcej, to najpierw refleksja ogólniejszego kalibru. Poranek, jutrzenka, wschód słońca - bezdyskusyjnie jest to najpiękniejsza pora doby. Noc jest niby mroczna i pełna tajemnic, w nocy można się ukryć, w nocy mniej widać. To wszystko jest extra, nie do podrobienia. Jeśli jednak ktoś zastanawia się bardziej i obserwuje notorycznie, zaczyna się tym nudzić lub też drażnić. No bo ile można? Mówisz noc - ja pytam: co chcesz ukryć? Jakie masz kompleksy? Przed kim się chowasz? Kogo śledzisz? Taka jest noc, niestety. Noc, sygnał zastępczy. Udawanie kogoś, kim się nie jest, naciąganie masek i kapturów, żeby przypadkiem nikt nie odkrył prawdy. Ani nie dostrzegł ryja. Bo prawdę czasem ktoś z siebie wyrzuci, niczym pawia, po zbyt dużej dawce alkoholu. Nie ma to jednak znaczenia, bo kto zapamięta pijackie smęcenie samemu będąc z stanie agonalnym, no kto? Ty? Nocą szczerość popada w niepamięć.


No a potem następuje poranek. Najlepiej jak jest słoneczny. Jadąc dziś pociągiem, wdychaliśmy świeży poranek. Jechaliśmy w szczególności przez łąki, przez lasy, wsie, sarny, zające i bażanty. Łąki były zielone, po części zalane (I mean podtopione), dzięki czemu mieniło się w nich modre niebo w odcieniu typowym dla Prawej Strony.


Potem - że ruszyłem bardzo wcześnie, to ciągle był poranek - poszedłem na długi spacer, żebe przemyśleć ważne kwestie, żeby ułożyć sobie sprawy, wsłuchać się w ja i ja. Chodząc błądziłęm, błądząc obserwowałem przyrodę (znowu sarny i zające - a także bocian), obserwując zatrzymywałem się i butem kreśliłem znaki zapytania na podmokłych drogach, a następnie rozglądałem się w poszukiwaniu znaków i odpowiedzi.

Znaków - jak zawsze w takich momentach - nie było, wszędzie tylko porozrzucane półlitrówki.

Gdyby to była noc, skończyłoby się to inaczej, normalnie. Ukryłbym w sobie wszystko, nic bym nie powiedział nikomu, nic bym nie przedsięwziął. Wróciłbym do domu i włączył komputer, pewnie by się coś


..::skręciło, spaliło, posłuchało, odpłynęło, zapomniało - zasnęło, przyśniło, zbudziło, zwinęło, coś by mi się wydawało, coś przypominało, na nowo interpretowało, niekonstruktywnie wałkowało. stop::..


A to był poranek - cichy, słoneczny, pogodny, optymistyczny. Siła poranka jest nieoceniona. Nie wróciłem do domu od razu. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy.


Przede mną ciągle jeszcze długa droga pociągiem. Jedziemy.

środa, 4 kwietnia 2012

Czekolada

Zasadniczo nie wiele się tutaj zmieniło, odkąd ostatnio tu byłem. Przede wszystkim takie samo powietrze, inne niż wszędzie indziej i bardzo rześkie. Chodniki są tak samo nierówne, te same płytki są tak samo popękane. Pod blokiem drą się te same dzieciaki, ich twarze są znajome. Ta sama kasjerka, gdy wstąpiłem do osiedlowego marketu po czekoladę. W kościele ten sam ksiądz. Tak samo blisko nad rzekę. Tak samo wykwita dym z kilku kominów.

Anegdota jakaś, obserwacja bieżąca. Ok. Te dzieciaki się prały, prały okrutnie. Malownicza jest ta zapalczywość w oczach, odprężająca świadomość, że nie poderżną sobie gardeł nazajutrz w akcie zemsty, co najwyżej coś nabazgrzą ołówkiem na klatce. Cieszyłem się, bo chudy dokopał grubemu. Nigdy nie lubiłem spoconych i grubych.

Co się zmieniło? Zamalowali jeden napis na ścianie, szpecący co prawda ale charakterystyczny. Nie ma.

I już.

***
"Pracuje jako kierowca autobusu, pewnego dnia na jednym z dworców autobusowych dojrzałem ładną dziewczynę. Niestety ona pojechała w innym kierunku. Minęły jakieś 3 miesiące, jadąc rannym kursem znów dojrzałem tą samą dziewczynę. Tym razem ona czekała na ten autobus którym ja jechałem. Po 2 godzinach jazdy ona wysiadła. Szczęśliwy byłem gdy się okazało, że będzie wracała ze mną z powrotem. To było jakieś 2 tyg. temu, dziś jesteśmy parą."

sobota, 4 lutego 2012

.aśnaeba(e)m.

I bardzo dobrze. Tyle w temacie.

czwartek, 2 lutego 2012

Pamięć


Pamiętam. Pamiętam jak dziś. Pamiętam wszystko.

Pamiętam: Skaryszew, a nie Park Skaryszewski; zima – chłodno, ale jeszcze nie mróz; pustawo – ale nie pusto; zmrok – ale nie noc. Pamiętam – godzina 15. Pamiętam – grudzień. Pamiętam – środa.

Pamiętam, że dość długo nic nie jechało – na pewno ponad godzinę. Pamiętam – z naprzeciwka, drugą stroną ulicy szły dwie dziewczyny a potem ojciec z synkiem – skręcili na mojej wysokości na swoje. Pamiętam kundla, który przeszedł przez ulicę. Pamiętam stary autobus, który się zatrzymał i odjechał. Pamiętam ogłoszenie na słupie, i drugi autobus.

Pamiętam – wreszcie prawy kierunkowskaz i szary samochód zatrzymujący się w zatoczce (kto nie jeździł stopem ten nie wie jaka to radość zobaczyć prawy kierunkowskaz zatrzymującego się w końcu samochodu: zdanie się na łaskę losu i ludzi, na których – wbrew powszechnej opinii – nie zwykłem się zawodzić). Pamiętam, że Długowłosy za dużo nie pytał co i jak. Pamiętam – tam gdzie się dało, gazował golfa. Pamiętam – 140km/h i te wszystkie wioski z doliny rzeki Kamiennej, które majaczyły ciepłem wieczornych świateł: zaraz za szybą tuż przy drodze lub dalej – pod samym lasem.

Pamiętam telefon sondujący – było to typowe rozpoznanie bojem. Pamiętam niepokój – ale i niezachwianą wiarę, że wszystko musi być dobrze – Boże, jak ja doskonale to pamiętam!!! Pamiętam odmierzanie czasu i kilometrażu – zdążymy czy nie zdążymy? Pamiętam – wolną masz, dajesz! – i kolejny opel albo dostawczak zostawały w tyle. Pamiętam – śpiewałem razem z R.E.M., które brzmiało jak po marihuanie, tak pełnie i dogłębnie. Pamiętam - What if all these fantasies come flaming around? Pamiętam – spóźniłem się te głupie 10 minut na ostatniej prostej, ale to nie miało żadnego znaczenia. Pamiętam – gorącą herbatę z cytryną. Pamiętam zawalone kolokwium następnego dnia, pamiętam odwołane korki, pamiętam to wszystko. Pamiętam – choć to już tak dawno (dawno – boję się tego słowa).

Pamiętam nieprawdopodobnie wyraźnie bardzo dużo szczegółów, momentów – wydaje mi się że mógłbym odtworzyć wzory kostek brukowych, całe rozmowy, smak każdego łyka każdego piwa, na które (jedno), zadowolony, na koniec wstąpiłem.

.

piątek, 27 stycznia 2012


game over.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Podsumowanie

Koniec roku to czas podsumowań.

Co mogę powiedzieć o mijającym? Niewiele ponadto, że minął. Być może będę po latach oceniał 2011-ty jako rok przełomowy, a przy tym - jeden z najbardziej żenujących.

Najpierw wróciłem z zagranicy. Osiedliłem się na Gocławiu - ale tylko na chwilę. Miałem tam badaj najbardziej minimalistyczny ze wszystkich moich pokoi. Pamiętam z niego tylko nagłośnienie, lampkę solną i wzmacniacz. Niestety - to tylko miesiąc. Był to miesiąc w gruncie rzeczy spokojny i szczęśliwy. Pamiętam, że szukałem wtedy pracy. Miałem jednak energię, której mi w dalszej części roku, dzień po dniu - ubywało.

Potem nastąpiła ewakuacja na Bródno. Różnie było, ale grunt, że bez większych problemów. Wczesną wiosną wróciłem do pracy na kolei. Po raz pierwszy uświadczyłem w domu telewizora, na którym zresztą obejrzałem samotnie finał Ligi Mistrzów w maju. Poznałem Wojtka Kowalczyka, który przesiadywał w knajpie poniżej. Miałem piękny taras z widokiem na Park Bródnowski, w którym zresztą od tego czasu nawet nie byłem. Kochałem Bródno, znałem ludzi i czułem się tam prawie jak u siebie.

Wyprowadzkę oceniam negatywnie - dałem się przekonać że to tylko na wakacje. Potem jednak okoliczności i zwykłe lenistwo usidliły mnie na pierdolonym Bemowie, w obskurnej chałupce, z której trzeba spierdalać. Aby do wiosny.

Co się zmieniło przez ten rok? Z rzeczy zauważalnych - obroniłem magisterkę rzutem na taśmę. Został jeszcze licencjat - zobaczymy czy da się poodkręcać sprawy. Ubyło mi jednak energii. Codzienne, godzinne wycieczki wte i wefte w przepełnionych autobusach nie nastrajają optymistycznie. Po 11 godzinach out nie chce się nic poza odpaleniem netu. Przez pół roku nie przeczytałem żadnej książki, nie obejrzałem żadnego filmu, nie poszedłem na beztroskie piwo. A jeszcze wiosną, po powrocie - była ta kombinacja, ten błysk w oku, to podniecenie gdy idee i pomysły zaczynały się układać w spójny projekt, do którego próbowałem przekonać różnych ludzi. Uszło to ze mnie.

Teraz wypisuję listę planów na 2012 rok. Jest ambitna. Zobaczymy co się uda zrealizować.

Na liście nie ma jednak marzeń. Nie jestem władny realizować własne marzenia - czekam, aż coś się stanie.

niedziela, 3 lipca 2011

Pokój z widokiem na

Widoków z balkonu będzie mi brakować.

Były mistrzowskie. Cały Park Bródnowski jak na dłoni, dobre 20 hektarów trawników, alejek , drzew, boisk, placów zabaw. Ostatnie pomruki wieczoru znikały nad blokami od Kondratowicza grubo po 23, a pierwsze oznaki dnia zaczynały majaczyć od św. Wincentego już o 2. Potem następował dzień, potem - punktualnie o 7 - ktoś rozpoczynał grande partido w tenisa, a monotonne dźwięki forehandów i backhandów były mi pierwszymi budzikami. Kiedy pisałem po nocach magisterkę, cały ten cykl trwał najwyżej kwadrans.

Pisałem w pokoju z balkonem. Pokój - to takie wczesne lata 90-te, późny Wałęsa łamane na wczesny Kwaśniewski. Biała, chropowata tapeta, orzechowe meble i stół z 6 krzesłami, kanapa, trochę boazerii i 3 kossaki na ścianach.

sobota, 2 lipca 2011

Światopogląd

Nie jest losem, brzemieniem, przeznaczeniem ani żadnym innym pierdem, o który jest oskarżana. Nie jest jak niemy, parszywy karzeł, który łazi za Tobą krok w krok. Nie jest wyrokiem, który dowalił ci - sprawiedliwym bądź nie - wyrokiem jakiś sąd. Nie jest efektem zawiązanego przeciw tobie spisku.

Jest trochę decyzją - aspekt możliwości wyboru i wolnej woli jest bardzo ważny. Jest światopoglądem, jest podrapanymi i źle dobranymi okularami nadpisującymi na każdy promień słońca plastikową otulinę zamieniając go w normalny przewód elektryczny. To trudna decyzja, która wymaga tytanicznej i systematycznej pracy. Pytasz - jaki jest cel? Nie można odpowiedzieć na to pytanie, odpowiadając na nie cały koncept przestał by mieć sens. No to przyczyna? Nie, nie mogę także. Zresztą chuj ci w dupę.

Najgorsze są momenty słabości, zwątpienia. Może by tak inaczej? Tak, są takie myśli, każdy przecież musi je gdzieś hodować. Grunt, to je tępić zawczasu, przewidywać, nie dać się, trwać w postanowieniu. Raz wyhodowane - niszczą światopogląd. Są piękne, ale dopiero, jak go nadgryzą to czujesz ten bój i zaczynasz rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi.

środa, 22 czerwca 2011

Smród

Cały smród z Dworca Centralnego zniknął. To znaczy - nie zniknął zupełnie, wessała go pewna kobieta, która niespodziewanie pojawiła się na Bródnie. Niespodziewanie? No właśnie.

W osiedlowym sklepie płaciłem przy kasie za trzy piwa, trzy banany i chleb. Wyjmowałem portfel, więc bardziej poczułem niż zauważyłem jej wejście. Masakra, zresztą - znacie to z tramwajów i ikarusów. Wypielęgnowany, ekskluzywny, wykwintny smród. Weszła i zaczęła czegoś szukać na półkach, znacząc ścieżki, po których przeszła.

Piorun nie zareagowałby szybciej, niż gruba kasjerka. Jedną ręką nabijała mi piwo na kasę, drugą - sięgnęła pod kasę i wyjęła kiblowy odświeżacz: psssssssssssssssssssss!!!

Więc wcale nie była to niespodzianka.

sobota, 18 czerwca 2011

Kino

Scena wyglądała tak mniej więcej, że w Parku był rozstawiony wielki ekran, nieopodal postawiono zadaszenie realizatora, a wokół na trawie - bezpośrednio lub też za pośrednictwem bluz - przysiadła widownia w liczbie ok 20 osób. Pod zadaszeniem realizatora dwóch zakapturzonych chłopaków (jeden saksofon, drugi akordeon) robiło tło muzyczne w rytm staromodnego swingu, bujając się przy tym zamaszyście. Na ekranie swoje przygody przeżywał Chaplin.

Wsiadłem rower i pomknąłem do domu - po aparat, no i piwo. Niestety, nie zdążyłem, ale zapewniono mnie, że to się będzie jeszcze powtarzać, ale nie wiadomo dokładnie gdzie i kiedy. Czekam więc cierpliwie, aż przyjemny swing saksofonu rozbrzmi któregoś ciepłego wieczoru gdy będę siedział na balkonie.

czwartek, 17 marca 2011

Złe emocje

-Świat pełen jest złych emocji - gorzko i sentencjonalnie skonstatował. Mówili o nim Eminemo i mieszkał na Karola Darwina.

Koleżka szedł od strony Żerania, chodnikiem po stronie torów tramwajowych. Doszedł do miejsca, w którym można się już tylko zakochać albo zabić, ewentualnie w ostateczności - upić jeszcze bardziej. Quatrum non datur. Przeprowadził proces analityczny tak logiczny, jak to tylko było możliwe w owych mrocznych warunkach. Z braku w promieniu widzialności kobiet, które gotów był obdarzyć uczuciem (prawdę powiedziawszy, było zupełnie pusto - jak to o trzeciej nad ranem) odrzucił pierwszą opcję. Nie dane też było mu się zabić, gdyż przesadne rozczulenie się nad własnym nosem kompletnie go paraliżowało pod kątem i koncepcyjnym, i decyzyjnym - no a poza tym o tej porze przez stację Warszawa Zoo żaden pociąg nie jeździ.

Minął więc Starzyniaka i polazł gdziekolwiek przed siebie, czyli na Inżynierską 3.

(...)

...JuSt DaNcE...

Ściany przyspieszyły. Ściany zaczęły wchłaniać gęsty tłum (jednolity, choć kolorowy), który wyglądał już bardziej jak teledysk z MTV na wielkiej plazmie powieszonej na ścianie niż realny, trójwymiarowy tłum. Ściany zaczęły się kręcić, zaczęły być dwuwymiarowe. Bar widział niczym przez oko lunety, daleko - a przecież trzeba było się tam dostać.

...JuSt DaNcE...

Głowa opadła mu na prawe ramię (on sam miał wrażenie, że ktoś przekrzywił plazmę na ścianie). Muzyka waliła po głowie, oczach i uszach, tłum falował sinusoidalnie.

Ałtsajd. Świeże powietrze wreszcie, twarz znajoma ta głowa ogolona i jego blond opalona, plus jeszcze inne persony, wszyscy weseli, żaden skrzywiony, dreszcz oczekiwania w oczach rozpalony, wiadomo co się święci każdy jest zadowolony. Proceder, masz trochę tego, ten tego, jasne, kwota to trzy zero kolego, nic na lewo, nic dla obcego wszystko dla swojego bo tu każdy zna każdego, z tobą się podzielę bo wiem że jesteś z bloku mojego, nielegal kwitnie, nie zniknie nawet jak mnie system przymknie będzie kwitnąć. I tak, pęcznieje szklana rura, czarny dym bucha jak z rumuna, pełna kultura, czarny dym dziwny rym, monokultura, płomień, zapalara, i nagle - nara, buch, wdech, chmura pierwsza i druga - się oddalam i unoszę patrzę z dystansu na ogrom lansu, a wokół Praga pełna dysonansu i nadziei na przełamanie konwenansu, trochę dresów, bananów i tutejszych fok liczących na coś z mezaliansu. Proza, życie kwitnie, proceder nie zniknie, unosi się do nieba niknie czarny dym a za nim czarny los, niczego nie trzeba, żadnej prowokacji żadnego olśnienia, żadnych kos, żadnych os, spokój, nirwana, siła spokoju niepokonana, halo - tu praska noc ci się zwierza, centrum życia i jego obrzeża, złe emocje się panoszą patrz, tu smutek się narzuca, zazdrość przyczaja, złość utaja, żal się gromadzi jak pod wulkanem lawa, nienawiść zaciska pięści rękojeści pieści i tak zła emocja prowokuje dzieci, wszystko w jednym miejscu, a ja to obserwuję bo to dla obserwatora jest okazja, myśli eutanazja, erotyczna fantazja, Afryka i Azja, wirująca pasja, didżej, stroboskop, szybka jazda, darkroom - nie, kamon, znowu ałtsajd. Stop.

...JuSt DaNcE...

...JuSt DaNcE...

...JuSt DaNcE..

(...)

Rano próbował sobie to wszystko przypomnieć, ale wszystko uleciało tak jak ten dym, który bardziej w sobie przeczuwał, niż wyczuwał. Nie pamiętał ani procederu, ani wyścigu do nocnego, ani tego, że potem poszli na jakiś dach. Po pieczątce na nadgarstku zorientował się, że był na Inżynierskiej. Pamiętał tylko to, co zatruwało jego serce jeszcze wcześniej - złe emocje. Myśl, którą ułożył, brzmiała mniej więcej tak:

Złe emocje - dobrze je mieć. Smutek, zazdrość, złość, żal, nienawiść - wszystkie one są synonimy krwi leniwie pompowanej przez serce, ostateczne dowody na istnienie życia na Ziemi. Bo przecież patrząc zza chmur obojętności, w których spowity jest mój blok, nie jest to jakieś oczywiste.

niedziela, 20 lutego 2011

Obrazki

Klub Sportowy "Polonez"

Boisko na Bródnie
Łabiszyńska, prac zabaw

Stół do ping-ponga

Spacer

Widok z okna



Kuchnia



Fajka na balkonie



Miłość na Pradze



Przystanek na Gocławiu



Brazylijska



Ktoś

niedziela, 6 lutego 2011

Specjalność zakładu: lorneta z colą

Pub, nazwijmy go Sam Fransisko: typowa spelunka na tyłach jednego z 17-piętrowych bloków na Bródnie. Jak każda typowa spelunka na każdym blokowisku, tak i San Fransisko składa się z trzech podstawowych czynników: stałych bywalców, historii oraz specjalności zakładu. To wszystko scementowane jest szczelnie dymem z papierosów (wypisane markerem na dwóch kartkach z bloku napisy "w całym lokalu obowiązuje zakaz palenia" prawdopodobnie nie dotyczą wszystkich), dominującym motywem rozgaworów oraz osobowością barmana (w tym przypadku: barmanki). Barmanką jest Pani Józia - siódmy, może ósmy krzyżyk na karku, specjalnością zakładu - lorneta z colą.

-Był już u ciebie ksiądz?
-No, u mnie dzisiaj był.
-Ksiądz teraz chodzi? A u mnie ksiądz kutas
(może: Ksiądz Kutas?) był drugiego grudnia, chuj zajebany.
-Gdzie? Tu w San Fransisko?
-Nie, kurwa, u mnie w domu.
-Pani Józiuuuuu?
-?
-Czemu Pani nie zaprosiła księdza tutaj żeby do nas przyszedł? Tu, do San Fransisko.
-Oj Panowie, Panowie, może to i dobry pomysł by był na was...
- zamyśliła się Pani Józia. - Może by tego, no...
-Może by diabła by wygonił!


Rozgawory? Rozmawia się tu głównie o piłce, o kuponach u buka, że pada. Są też ploty: że Krótki z Ogińskiego siedzi teraz pod pantoflem, że Kubie rower ojumali, że ogólnie to chujowo się urodzić na Bródnie.

-Buki to chuje. Dwa lata temu chciałem postawić handikap na Barcelonę z Realem w Madrycie, ale oni ustawili Real jako faworyta o dziesięć groszy, czyli handikap można było dać tylko na Real. A ja wiedziałem, że Barca pokona tych chujów. No i 6-2 było. Bo to jest mafia, kurwa, ja wam mówię. Ja wiedziałem.
-Ty,kurwa, a słyszałeś, że ostatnio Mariana jakiś kolega wyjął 6 kafli. Stawiał trzy porażki pod rząd Lejkersów. Wszyscy myśleli, że pójdą na przełamanie, a tu - pizda, pizda, pizda. Strasznie chujowi są.


Stali bywalcy, jak to stali bywalcy, wszędzie tacy jakimi uwiecznił ich był niegdyś Maleńczuk:

(...)Prawie każdemu tutaj w życiu coś nie wyszło
Bo gdyby wyszło czy by ciągle tkwili tu
Wypiją wódki dwie i pocieszają się
Że jeszcze gorzej żyje ten i ów (...)



-Pierdolisz, Stachu. Zobaczysz, już niedługo przyjdzie wiosna.
-Ta, i wszyscy się zakochają.
-Po chuju...


Tylko ten dzierżący w dłoni pilota od dekodera Canal+ grubas...

-Ksawi i Iniesta, dwa ogórki. Po chuj on ich jeszcze trzyma, to wszystko jest ustawione! Buki to ustawiają, bo wiedzą, że zawsze im piątkę wrzucali do przerwy i wszyscy tak postawili dzisiaj, a tu tylko dwa zero. Stracili dziś więcej piłek niż przez wszystkie mecze do tej pory. To wszystko jest ustawione, ja wam mówię! Do zmiany, niech młodego wpuści chuj zajebany! Ogórki, jeden kiszony, drugi ten, kwaszony. Kurwa ja pierdolę! Komu on podaje jak tam nikogo nie ma?! Ustawione wszystko, czego Guardjola ich nie zdejmuje, ślepy jest? Czy też jest w tym, chuj zajebany? Kurwa, no patrz, dwa ogórki, jeden kiszony, drugi kwaszony!
-...
-A który jest który ogórek?
-To nie ważne.
-Jeszcze był ten, no...
-Konserwowy.
-Właśnie, konserwowy jeszcze.


Nie, nie mogę się mylić. To jest historia San Fransisko. Co tu się musiało dziać w sierpniu dziewięćdziesiątego drugiego??? Jam wtedy był szczyl, ale pamiętam, że byłem u dziadka na wakacjach i że byli goście - chyba imieniny wujka. Pamiętam ten moment - "no, teraz możemy się napić!". Co zostało z tamtej ekipy? Cóż, niektórzy coś tam pokopali, większość - trenera nie wyłączając - otarło się o Wrocław i ma nazwiska skrócone do inicjału, jeden się powiesił. A jeden pije w San Fransisko specjalność zakładu.

piątek, 28 stycznia 2011

Biała Lokomotywa

Czym jest Biała Lokomotywa?

-Duchem?
-Ucieczką?
-Wspomnieniem po pięknych kolejowych czasach?

Odkąd jakieś 3 tygodnie temu usłyszałem utwór Stachury w interpretacji zespołu Parafraza z Ustki, nie mogę przestać myśleć.

Ta ostatnia zwrotka - "suniemy poprzez czarne łąki, suniemy przez spalony las, mijamy bram zwęglonych szczątki, płyniemy przez wspomnienia miast - z Białą Lokomotywą" - za każdym razem jak to słyszę czuję się jakbym stał w pociągu na korytarzu, wychylał się przez okno, popijał piwo i czuł wiatr we włosach, a w nozdrzach ten zapach wieczoru i smak jesiennego dymu, który się czuje tylko z perspektywy okna pociągu jadącego na Wschód. I ta radość - że cały ten syf już za mną. I czarujące, polskie widoki. Wolność.

A przecież w pierwszej zwrotce jest trzecia osoba - "sunęła poprzez czarne łąki, sunełą przez spalony las".

I dlaczego lokomotywa jest biała? Dlaczego cicho sunie - a nie tradycyjnie stukocze? I dokąd jedzie? Biała Lokomotywa. Tak tylko pytam. Jak Ją kiedyś napotkam, to wsiądę, na bank. Bez względu na wszystko.

sobota, 22 stycznia 2011

Piwo.

-Co, piwko?
-No, wiadomo. Najwyższy czas żeby się odprężyć. Może to?

Wzrok - a dosłownie 2 sekundy później - ręka, wylądowały na złotym bażancie. Po tarczy marketowego zegara wlekła się - jakby do cyferblatu przyklejona gumą do żucia - wskazówka minutowa. W Tesco na Gocławiu dochodziła druga w nocy.

-Ee, weź te. - młody, szczerbaty blondyn w czerwonym fartuchu wskazał na puszkę tatry. - Weź se całą kratę, po chuj tak będziesz latał codziennie. Będzie mniej do układania. - dodał uśmiechając się i siląc się na żart, spoglądając jednocześnie na sklepowy zegar.

-Jedno dzisiaj, jeszcze pracuję.
-Chyba, że tak. Ale weź se dwa chociaż.
-Jedno, niestety. Pracuję.
-Chyba, że tak.

Nocki w markecie - wbrew pozorom - nie należą do najcięższych zajęć. Odrobinę senna atmosfera pozwala łatwiej ukryć luzy w postaci 10-minutowych spontanicznych przestojów. Szczerbaty, niski blondyn od palety z piwem tatra doskonale to wiedział. Chciał jednak porozmawiać.

***

-Cztery trzydzieści dziewięć. Będą drobne?

***

Potem, po drugiej stronie ul. Fieldorfa, kilku dresiarzy bestialsko pastwiło się nad wiatą przystankową. Potem przejechała taksówka - dublując dopuszczalną prędkość. A potem wszystko już zgasło - zapadła noc tak ciemna, że nie było widać nawet bloków, z których zbudowany jest cały Gocław.

Coś popchnęło go na tory, musiał tam pójść. Może to, że miał piwo? A może to, że w mieszkaniu przy komputerze czekała niecierpliwie robota?

Przez stację Warszawa Olszynka Grochowska wolno przejechał jakiś pociąg. Nikt nie wie jaki, bo też był zupełnie nieoświetlony, nawet odblaski były ślepe. Wprawne ucho miłośnika kolei wyłapało charakterystyczne toporne brzmienie silnika spalinowego lokomotywy SM48 - musiało to być wprawne ucho. Pociąg przetoczył się i zniknął w otchłani nocy czerni. Pojechał na Pragę.

To była bardzo ciężka, posępna i dziwna noc. W powietrzu wisiało morderstwo. Ono było pewne, wystarczyło wpatrzyć się uważnie w te bloki, wsłuchać w tętno bijące pod zamarzniętymi chodnikami Gocławia i jego młodszego brata, Gocławka.

niedziela, 4 lipca 2010

Dziękuję, dobranoc.

Nocny Pociąg został zdjęty z rozkładu.

Po istnym melodramacie z lokatorami - przez mój i sąsiedni pokój przewinęło się przez rok z tuzin osób, od stolarzy i lesbijek po monterów kablówki i zwykłych bandziorów, którym nie pożyczyłbyś pięciu złotych - wyprowadziłem się z Pożarowej. Trochę szkoda i żal, ale też ulga. Wreszcie spokój, wreszcie można zasypiać nie zastanawiając się, czy któryś z byłych współlokatorów nie zacznie nocą otwierać mieszkania nieoddanym kluczem.

Dwa i pół roku po Bródnie jeździł Nocny Pociąg - to sporo. Na tyle sporo, że można zdrowo zżyć się z tą dzielnią. Swoje ulotne stacje miewał tu i tam: na przejściu nad torami nad stacją Warszawa-Praga, na wysepce w Parku Bródnowskim, w Piątym Elemencie (pozdro Mały!) w mrocznym przejściu do Budowlanej, tuż obok ruin, śmietników, narkotycznych napisów na murze i łąki dzikich konopi, na Cmentarzu, na stacji benzynowej, w kościele przy Bartniczej, na balkonie i w N14/N64.

Ale Nocny Pociąg to coś więcej - sięgał od Białołęki po Gocławek (raz czy dwa widziany był jeszcze dalej na Wschód, na torach do/z Lublina i na Podkarpacie). Wielu przystanków i przygód nie zdążyłem opisać - bo alba nie znalazłem słów, albo ochoty. A przecież jest jeszcze choćby Fregata na Międzynarodowej, było kilka filozoficznych dysput i jam session, było kilka kobiet, kilka wydarzeń, przeżyć i jedna czy dwie zadymy.


Ale cóż z tego. Nocny Pociąg powrócił już z ostatniego kursu. Była księżycowa, czerwcowa noc gdy to się stało a to wszystko - po torach tramwajowych - ciągnęła lokomotywa spalinowa. Wagony - jak się wsiadało to wyglądały na normalne, ale każdy wysiadający ze zdumieniem dostrzegał, że jechał klasycznym retro. W kabinie za sterami bieliły się białe rękawiczki maszynisty o twarzy diabła, sercu anioła i pogodzie ducha bluesmana. Ktoś ostatni raz rzucił pustą butelką po piwie w kierunku znikającego już za zakrętem składu, następnie obsikał od południowego zachodu nieopodalne drzewo (olcha? topola? któż by pamiętał!). A potem to już normalnie - zaszczekał pies, taka jedna lampa szarpiąc się z samą sobą co chwila gasła i się zapalała. Jeszcze tylko brama, jeszcze domofon, jeszcze klucz w dziurce. Materac, gdzie jest materac? Tu woda, będzie na rano. Może balkon jeszcze. Świta - a tam na dole pijak - może z 17 lat.I już nigdy nie wyjedziemy w trasę? Taka - nomen omen - kolej rzeczy. Choć może nie -zamiast regularnych kursów (jak nie ma popytu to i załodze nie chce się jeździć, no a poza tym - ekonomia) może będą kursy okazyjne, może - wspomnieniowe. Tego nikt nie wie.

-Proszę, niech pan weźmie ten rozkład. Już go nie potrzebujemy na stacji, niedługo będzie nieaktualny. - rzekł zawiadowca stacji do młodego chłopaka, pasjonata wąskotorówek.
Pani Krysia odwróciła się do okna. Tuż za szybą, na wąskim torze stał mały parowóz, który jeszcze 10 lat temu ciągnął składy do pobliskiej cukrowni oraz kopalni piasku.
-I my też będziemy NIEAKTUALNI. - rzekła powoli, z takim dziwnym czymś w głosie.


Tak więc - dziękuję, dobranoc.

wtorek, 15 czerwca 2010

Boczny tor

Kryzys na polskiej kolei, pomimo podejmowanych prób reanimacji, trwa. I choć podczas niedawnych Dni Otwartych PKP można było obejrzeć nowoczesnego "Husarza" dopiero co zakupionego przez Intercity (może prowadzić pociągi z prędkością do 235km/h) to drugorzędne tory nie przestają rdzewieć, a niewykorzystywane bocznice ciągle samoistnie się wykrzywiają i chowają się pod niekoszoną zielenią. Nocny Pociąg, podobnie - coraz rzadziej wyrusza w trasę. Spowodowane jest to wszystkim po trochu, ale w zasadzie niczym konkretnym.

Niedługo zupełnie zniknie z rozkładu. Na Prawej Stronie pojawią się nowoczesne dizajnerskie fotoblogi pełne relacji z modnych praskich imprezowni. Nikt nie będzie pamiętał. A na bocznym torze zrupiecieje kolejna lokomotywa.

Duszy w stringi nie ubierzesz
Boisz się, że jesteś tylko ciałem
Czujesz przecież jak cię boli
Na tym świecie nieciekawym

Blues
To blues
To blues